Tak, Królowo…

fire-1156127_1280

O ogrzewaniu będzie.

W nowo-starym domu był sobie piec. Gazowy. Stary. Tak stary, że zaprzestano jego produkcji już lata temu. Poprzedni właściciel był sprytny i co by nie palić, skoro nie mieszka, zalał całe centralne olejem. I Kowalscy musieli ten olej zlać z kaloryferów i rur. I przyszedł Pan Gazownik z Panem Spawaczem, wprawiając Kowalską w świetny humor, bo Pan Spawacz, przypominający wyglądem brodatego drwala, zwracał się do rzeczonej “Królowo”. “Dobrze, Królowo, Tak jest, Królowo. Przepraszam Królowo. Do widzenia, Królowo”. No super.

I Pan Gazownik z Panem Spawaczem mieli bojowe zadanie uruchomić tenże stary piec. Chodzili, chrząkali, coś rozbierali, coś spawali, coś wykuwali, w końcu doszli do pieca. Grawitacja działała przez te lata, więc olej z rur przedostał się też do pieca. Wymienić zawory trzeba było, bez palnika ani rusz. Panowie spuścili 8 litrów oleju z pieca. I jako doświadczeni działacze w tej dziedzinie natychmiast przystąpili do pracy. I spieszno im było bardzo, bo zaledwie olej z pieca wynieśli, natychmiast odpalili palnik acetylenowy przy tymże piecu.

I Kowalska akurat stała piętro wyżej na drabinie. A Kowalski ze specjalistami dogadywał szczegóły. I gdy palnik został odpalony rozległ się głośny wybuch. I Kowalska omal wdową nie została, bo wybuch spowodowały opary z pieca. Na szczęście skończyło się na osmaleniu ściany w kotłowni i zarostu Pana Spawacza. Kowalscy przeżyli i reszta też. Więcej wybuchów nie było. Piec okazał się dziurawy i do wymiany na cito. A Kowalska dostała głupawki, bo nowy piec to tylko kolejny drobny wydatek przecież…

Jako, że na nowy piec (do istniejącej instalacji pasujący i również wycofany z produkcji) trzeba było poczekać, a temperatura na zewnątrz spadała niemiłosiernie a zatem i wewnątrz też, a Kowalska zmarźluch, chciała coś jednak w międzyczasie robić w tym domu, postanowiła napalić w kominku, który do tego typu budownictwa pasuje jak kwiatek do kożucha, ale wzbudza zachwyt wszelkich “fachowców” przewijających się przez nowy-stary dom. Kominiarz był, protokół zostawił, że wszystko ok. Można próbować. Osobiście Kowalska w życiu, never, ever, nie zdecydowałaby się na tego typu kominek, ale jest na stanie. Snobistyczny kominek z ogniem otwartym. Wow, i wow i w ogóle. Rozpaliło się. Kopci do środka a ogień ucieka do komina… Wszystko na odwrót. WTF??? Otworzyła Kowalska okna i drzwi, bo aż dech zapierało i poczekała cierpliwie aż ogień wygaśnie i przestanie chałupę zasmradzać. I co się okazuje? Że kominek taki powinien być odpalany codziennie, żeby komin nie wystygł i wtedy będzie jak trzeba, ciepło leci do wewnątrz a dym ulatuje kominem. Iiiii. I!? I kominek jest niedokończony! Nie zawiera czegoś co daje możliwość wyboru, czy akurat grzejesz i chcesz, żeby dym sobie uciekał, czy chcesz zrobić sobie wolne i odciąć odsysanie ciepła dziurą kominową z domu. Nie zawiera! A zatem jeśli nie palisz w kominku, ciepełko z Twojego domu ucieka kominem! Zadzwoniła Kowalska do Pana od Kominków, co by przyszedł i sprawę zbadał. Przyszedł, zbadał, potwierdził, nie zawiera istotnego elementu. Za wstawienie tejże części, jakaś kolosalna kwota przekraczająca zdrowy rozum, bo trzeba rozebrać kominek, wstawić to coś i złożyć znów. Marmurowy kominek. Za wstawienie wkładu kominka zamkniętego do otwartego, przyzwoita cena. Obrobić to jakoś, czymś przykryć, uzupełnić? Ale nie, obrobienie tego, żeby jakoś wyglądało nie wchodzi w skład usługi. No dobra, brzydkie teraz to to, ale chociaż ciepła z domu już nie wyciąga.

Nowy piec. Dwa tygodnie oczekiwania. Po dwóch tygodniach, “Halo, ale jak to obsuwa?” Wichury były, fabryka stanęła na kilka dni.

Zastrzelić? Kogoś? Siebie? Pogodę?

Podziel się tym z innymi 🙂

Dodaj komentarz