Dlaczego dobrze czasem zaprosić kogoś, czyli Goście 2

widelce

Z samego rana obudził Kowalską rower spadający na jej zaspaną, a właściwie jeszcze całkiem śpiącą, głowę. Tak, rower. Posiadaczką bowiem Kowalska jest zagraconej piwnicy, gdzie roweru nijak nie można upchnąć, z racji, że w mieszkanku mieszka już prawie 30 lat i piwnica stała się niemal muzeum różnych rzeczy, gdzie od czasu do czasu wygospodarowuje się jeszcze kapeczkę miejsca na darowane przetwory sezonowe. Na nic więcej już miejsca nie ma. Nie ma i już. A z całą pewnością nie ma miejsca na rower! Rower zatem poprzedni sezon mieszkał na balkonie. Żałośnie jednak zaprezentował się wiosną, bardzo żałośnie. Kowalska zużyła mnóstwo czasu, żeby zatrzeć skutki oddziaływań atmosferycznych na pojazd, a zatem w tym roku rower zimuje w domu, między szafą a łóżkiem, lekko przechylony na oparcie łóżka, także przed snem Kowalska może rzucić swojemu rowerkowi czułe spojrzenie spod przymykających się powiek… I tenże rower zaczął spadać. Stał sobie spokojnie przez kilka…naście już tygodni w tym miejscu, służąc jako bardzo praktyczny wieszak na ubrania, co to niektóre świeżo po praniu powinny w szafie zawisnąć, ale jakoś brak czasu. I nic by nie przeszkodziło tej sielance, gdyby z jakiejś sukienki nie zwisnął sobie zachęcająco jakiś pasek, i Kotka by się na niego nie rzuciła, co z powodowało, że rower stracił równowagę… Właściwie nie stracił sam z siebie tej równowago ten rower. Ta równowaga została brutalnie zachwiana przez rzucającego się na rzeczony pasek Kota!

Dość rzec, że pobudka była zawałotwórcza, rower bowiem wyposażony jest w dzwonek.

Zerwała się Kowalska. Usiadła. Posiedziała oddychając głęboko. Doprowadziła życiodajną pompę do stanu jako takiego spokoju i poszła sobie kawę robić. Potknęła się o pudło z klockami duplo, które przywitały się z gospodynią szczerym grzechotem. Gwiazdka otworzyła oczy: Już jest dzień? Wygląda jak dzień. Nie chcę spać długo.

W przedpokoju Kowalska potknęła się o buty. Dwukrotnie. Za drugim razem cisnął się na usta wulgaryzm, ale odpuścił, bo obuwie należało do gospodyni. Obie pary. Niestety. Aż wstyd przyznać.

W kuchni… w kuchni względnie ok, prócz tego, że Posypka je z rozrzutem i Kowalska wdepnęła bosą stopą w strzępek surowego kurczaka.

Łazienka, pranie wstawić trzeba, Co oznacza wywalenie z dwóch koszy góry brudów celem segregacji. Łazienka mała  jest więc i korytarz uzyskał chwilowo kołderkę z majtek, skarpetek i innych takich tam. Uprało się, trzeba rozwiesić. Niby w łazience suszarka jest, ale zajęta poprzednim praniem. Wyschło? No wyschło, ale co? Zdjąć i usypać górkę w którymś z pomieszczeń, aż znajdzie się czas na segregację i poupychanie w szufladach? Niech sobie powisi. Ale jak sobie wisieć będzie, to nie ma miejsca na nowe, mokre. Zatem trzeba w tzw. salonie rozstawić suszarkę przenośną… A potem jeszcze drugą. I nie ma miejsca na nic. Gdy łóżko rozłożone do snu to nawet przejść jest ciężko.

Brakuje czasu. Czasem suche pranie ląduje w misce, pod suszarką, na której już wietrzy się świeże i czeka. Rzadko kiedy doczeka się segregacji od razu, zwykle po prostu do górki dorzuci się drugą górkę, a czasem i trzecią, aż zawali się to wszystko i nie ma zmiłuj się, gdzieś wepchnąć trzeba…

I nagle goście. Znaczy, nie że kompletnie z zaskoczenia. Tylko Kowalska przypomina sobie, że o matko, zaprosiła przecież kogoś i trzeba chociaż z grubsza ogarnąć! Bo co sobie pomyślą? I ogarnia  – z grubsza.

I przez kilka dni w mieszkanku przejaśnia się trochę. Cudowne kilka dni.

I najlepiej jest iść za ciosem! I zaprosić znów kogoś za kilka dni, i znów kogoś za kilka dni i jeszcze ksiądz po kolędzie i znów jacyś goście. I za każdym razem sprzątanie “z grubsza” się pogłębia i pogłębia… Aż któregoś dnia z pomocą przychodzi niezastąpiona Niania, bez której zapracowana, zajęta, zmęczona i nieco zbyt leniwa (co tu owijać w bawełnę) Kowalska, by po prostu przepadła wśród gór swoich i nieswoich rzeczy będących nie na miejscu. I o dziwo, po takich kilku razach, mieszkanko okazuje się mieszkaniem. I jest miejsce i światło 🙂 I można wpuścić ludzi.

I właśnie dlatego (między innymi oczywiście) warto jest czasem zaprosić kogoś spoza domu, żeby był napęd do porządkowania i żeby spojrzeć łaskawszym okiem na swoje miejsce zamieszkania 🙂

A drugim takim ważnym powodem, dla którego Kowalska lubi mieć gości, to gotowanie. Nareszcie można sporządzić coś spoza wąskiego menu zaakceptowanego przez Dzieciaczki. I nie ma ryzyka, że będzie Kowalska spożywać w samotności przez kilka dni, jeśli zaprosi Odpowiednich Gości ;).

O innych motywatorach do ugaszczania ludzi następnym razem 🙂

Podziel się tym z innymi 🙂

1 komentarz do “Dlaczego dobrze czasem zaprosić kogoś, czyli Goście 2

Dodaj komentarz