Oczekiwania kontra rzeczywistość część 1.

sałatkiKiedy Kowalska spodziewała się dzieci, miała oczekiwania co do tego, jak całe to macierzyństwo wygląda. Z oczekiwaniami jednak bywa tak, że rzeczywistość szybko je weryfikuje i z górnolotnych wyobrażeń jak to wszystko będzie idealnie, jak to Kowalska cudownie się odnajdzie w nowej rzeczywistości, jak to pełna energii będzie matkować gromadzie pociech, zostaje zmęczenie, frustracja i kompletne wypompowanie. Na szczęście jest też poczucie spełnienia i radość i miłość, które rekompensują niedociągnięcia, te drobne i te grubsze.

Dziś jednak o tych gorszych momentach.

Jedzenie.

Zanim Kowalska wydała się za mąż i i wydała na świat Potomstwo, uwielbiała gotować. Robiła nawet od czasu do czasu imprezy głównie po to, żeby się “nagotować” do bólu. Bólu pleców. Zamiłowania kulinarne bowiem znacznie przekraczały zdolności spożywcze rzeczonej.

Ale wyszła Kowalska za mąż i okazało się, że nie da się zjadać wspólnych śniadań z małżonkiem, z powodu np. różnic czasowych, albo różnych preferencji smakowych.

Potem na świat przyszedł Junior i nie tylko wspólne posiłki musiała Kowalska między bajki włożyć, ale nawet zapomnieć o ciepłych daniach czy o starannie przygotowanym jedzeniu czy – hahaha – ładnie podanym. Kuzynka zapytała: “Ale jak to waga ci nie spada? Chyba przy dziecku nie masz czasu na podjadanie? ” I Kowalska uświadomiła sobie, że przy dziecku ma w zasadzie czas tylko na podjadanie.

Junior podrósł. Zaczął się przemieszczać. I nadal o wspólnym zasiadaniu do stołu można było tylko pomarzyć. Przecież wiadomo, że dziewięcioro na dziesięcioro dzieci jada w biegu, a matka goni z łyżeczką za jego paszczą.

Potem kolejne dzieci i znów to samo. Nawet, gdy jedno umie już 5 minut posiedzieć w miejscu przy stole, inne jakoś nie.

A, i jeszcze dieta matki karmiącej. Czyli cokolwiek, co dozwolone, w dowolnych ilościach, o dowolnej porze. Czyli w zasadzie ciągle to samo, z braku czasu nawet na myślenie, czym sobie ten jadłospis urozmaicić.

Druga rzecz, która zniechęciła skutecznie Kowalską do gotowania to różne gusta. Kowalski zaczął. “A to nie wygląda zbyt smakowicie, a to za mało doprawione, a to BEZ MIĘSA”. A gotuj se, kurcze, sam.

A potem dzieci się przyłączyły. Wspólnych potraw, znaczy obiadowych propozycji, do których cała trójka się przysiądzie z chęcią, jest kilka na krzyż. I weź, ciesz się gotowaniem, gdy w kółko robisz to samo.

A różnorodność gustów? Też irytująca. Jeden lubi dżem, drugi kabanosy, ten salami, ten pomidorki, ten chce naleśnika, ten grzankę z piekarnika, ten płatki na mleku, ten może by i dołączył, ale akurat chce zwykłe a są tylko cynamonowe, truskawkowe, czekoladowe, miodowe, orzechowe i musli. Wrrrr. 😉

Podziel się tym z innymi 🙂

1 komentarz do “Oczekiwania kontra rzeczywistość część 1.

  1. Na te rozterki jedzeniowe, kulinarne i przy stole etc polecam “W Paryżu dzieci nie grymaszą”…ograniczenia w trakcie karmienia piersią to też polski wymysł 😉 da radę siadać razem do stołu, naprawdę. Ale rozumiem, że czasem trudno…szczególnie np gotować po całym dniu…

Dodaj komentarz