Ściana płaczu

Właściwie wpis miał być o tym, że Kowalska postanowiła w nowym domu zrobić sobie cegiełki na ścianie, ale nie, nie o tym będzie. Kowalska dziś zalazła wreszcie na “teren budowy”, by kończyć “cegiełki” i gdzie właśnie rozpoczął się montaż mebli kuchennych i oniemiała.

Ale po kolei. Marząc o domu, Kowalska miała jakoś zawsze w wyobraźni dużą kuchnię i dużą łazienkę. Pech chciał, że domek na który było Kowalskich stać, ma mikro łazienki i mini kuchnię, ponieważ domostwo owo, pochodzi z lat 90tych, kiedy to ludzie poczuli wolność i postanowili stołować się na mieście, chyba. Albo nie wiem. Bo nie sposób zrozumieć  idei budowania takich wielkich holi i takich mikro pomieszczeń.

Zdjęć nie będzie.

Dom obejrzeli, zdecydowali się (Kowalscy), jakoś przeboleli mikrogabaryty kuchenno łazienkowe i wystąpili o kredyt. I zanim jeszcze było wiadomo co i jak i czy w ogóle, Kowalska stwierdziła, że taką kuchnię, nawet jeśli nie jest wielka, gdy dobrze zaprojektować, może być całkiem użyteczna i funkcjonalna. I zaczęła. Przeglądała gazety, projekty, pomysły, czytała porady, fora, artykuły… i wymyślała. W końcu dostali kredyt, w końcu podłączono im wodę (to na oddzielny post) i Kowalska przystąpiła do sfinalizowania kilkutygodniowych przemyśleń. Narysowała sobie kuchnię. Nie projekt sensu stricto, tylko obrazki poszczególnych ścian. Kowalski przeniósł to jakimś programem na coś w rodzaju projektu z rzutami ze wszech stron i gotowe. Znaleźli stolarza. Zrobi. Na listopad. Super. Jeszcze prześlijcie państwo to i śmo. Kowalska jeszcze przemyślała kilka rzeczy. Zrezygnowała z witryn, ze żłobień itp, poprosiła też Kowalskiego, żeby jednak meble były od sufitu, bo kurz zbiera i tyle. Kowalski wysłał projekt. Listopad minął, stolarz nawalił, ale miał dobre wytłumaczenie…

Styczeń. Kuchnia w montażu. Przychodzi Kowalska. Patrzy i własnym oczom nie wierzy. Wszystkie dolne krawędzie szafek zaczynają się na wysokości 1 metr i 90 cm!!!!!!!!!!. No ok, Kowalska jest wysoka, ale żeby osuszyć talerzyk umyty w zlewie Kowalska musi wziąć stołek!  Co się stało? Gdzie wymyślona kuchnia?

Co się stało? Kowalski na projekcie i owszem podciągnął szafki do samej góry, tyle że nie zwiększył ich długości, tylko 80 cm powiesił od sufitu. A wykonawca? Nawet nie mrugnął. Zrobił według projektu, przywiózł, powiesił. Klient nasz pan przecież.

Podziel się tym z innymi 🙂

6 komentarzy do “Ściana płaczu

Dodaj komentarz