Zdrewniała jakaś

drewnoCzasem jest tak, że ze wszystkim Kowalska sobie znakomicie radzi, wszystko ogarnia. Popracuje, zarobi, posprząta, popierze, zrobi obiad na dwa dni, spełni wszystkie jadalne i zabawowe marzenia Dzieci, napisze posta, poukłada ciuchy w szafie, pamięta o tym, o czym powinna pamiętać ona i o tym o czym powinni pamiętać inni, podzwoni gdzie trzeba i poczyta przed snem dzieciom… i pod koniec dnia weźmie głęboki oddech i powie sobie: “no”, i nawet nie ma ochoty na jakąś lampkę czegoś na odstresowanie…

A czasem jest tak, że otwiera Kowalska oko, a właściwie próbuje otworzyć i nic z tego. Potem leży półprzytomna i nasłuchuje jak Najstarszy sam się do szkoły szykuje. Nasłuchuje jak Kowalski coś tam szura, dzwoni, brzęczy, szepcze teatralnie, albo i nie szepcze. Wstać trzeba, a każda kończyna z wirtualnym ciężarkiem…Matko, to nie będzie dobry dzień. I żaden suplement nie pomoże, a przynajmniej nie taki legalnie dostępny.

I zaczyna się. Gwiazdka śpi w najlepsze. Ubieranie na śpiąco. Coś tam próbuje pomóc, coś próbuje się też buntować, w końcu jakimś cudem, lejąc się przez ręce zostaje wyprawiona za drzwi. Teraz Kowalska próbuje się wybrać. Kąpiel, nie ma ręcznika, śniadanie, nie ma nic na kanapkę, bo zapomniała wczoraj zrobić zakupów dla siebie (Chłopcom na kanapki było, żeby nie było). Chce dać Posypce chociaż żreć, ale wzięła saszetkę w ręce, o czymś tam sobie przypomniała, poszła zrobić to, o czym sobie przypomniała, saszetkę gdzieś wtryniła, nie ma. Kot głodny, Kowalska głodna. Wychodzi. Zimno. Samochód zaszroniony. Spryskała. Zbyt duży leń, żeby oskrobać. Wsiada. Uruchamia wycieraczki. Rozmazuje śniegową breje po szybie. Widać mniej niż wcześniej. W nosie tam. Jedziemy. Guzik jedziemy. Kluczyki posłużyły do otwarcia drzwi i zamiast być w stacyjce, gdzieś się ukryły w czeluściach torby? kieszeni? samochodu? Są. Jedziemy. Guzik jedziemy. Wykręciliśmy z parkingu, szyba zaparowała i nic nie widać. To nie będzie dobry dzień.

Jedziemy jakoś. Wszyscy kierowcy jakby jacyś zdrewniali, Czterdzieści na godzinę max. Snujemy się. Snujemy. Snujemy. W radio jakieś nudy. Wreszcie fajna piosenka… i zakłócenia, gdy akurat stoisz na czerwonym… Nawet zakląć się nie chce, bo zbyt duży leń.

Jedziemy, snujemy się, wreszcie pod pracą… miejsc nie ma. Kółeczko, kółeczko. Znalazło się miejsce. Idziemy. Praca. Jezu, kawy, kawy, kawy. Mleka nie ma. A zaraz klientka.

Siedzisz nad kobietą. Starasz się tryskać energią i dowcipem. W końcu to Twój “chleb”, a poza tym, cóż ona winna, że dzień zły. Udało się. Może nie zauważyła nawet.

Dzień mija jakimś cudem. Z kilkoma pomyłkami, które na szczęście nie dotyczyły zdrowia ani urody klientek, ale dzień wreszcie minął. Do domu. A nie, cholera, nie do domu. Przecież obiecała Przyjaciółce, że podczas jej nieobecności popali w kominku w jej domku. A przymrozki są. No to jedziemy. Jezu.

Dobra. Kupka papieru, kupka drewienek, podpalamy. No niby teoretycznie wiesz, co z czym i jak, żeby był ogień, a tu nic. No to może drewienka w innej konfiguracji ułożyć. Kupka papieru, kupka drewienek. Podpalamy. Dupa. To może w innej konfiguracji.  Kupa papieru, kupka drewienek, podpalamy… Wulgaryzm, wulgaryzm, wulgaryzm. Hipermarket budowlany, rozpałka, kominek. Kupka papieru (ostatnia), rozpałka, zapałki z woskiem, drewienka. Tli się. Tli się. Tli się. Zimno nadal. Słabiutko jakoś. Przyciągnęła sobie Kowalska stołek przed kominek i siedzi i niemal się modli, żeby już się rozpaliło, nagrzało, przygasło i żeby można było iść do domu. No dobra, coś się ruszyło. Coś jakby nawet ten ogień ciepełko zaczął dawać. Może będzie można za chwilę czapkę zdjąć… No taki ma dzisiaj przygasły nastrój ta Kowalska, że nawet ognia rozpalić porządnie nie umie.

W końcu udało się. Zrobiło się ciepło na tyle, że chciało się zdjąć nie tylko czapkę 🙂

Ale odkryła przy tym Kowalska, że w każdym kominku konfiguracja drewienek jest nieco inna, żeby ogień się rozpalił, a jak już się porządnie pali, to ułożenie szczapek jest dość dowolne 🙂

Do domu! Może jutrzejszy dzień będzie lepszy.

Podziel się tym z innymi 🙂

2 komentarzy do “Zdrewniała jakaś

Dodaj komentarz