Mikołajki

Pewnego dnia Smyk wpadł do domu z bardzo zadowolona miną.

  • Mamo, będzie mi do szkoły potrzebna piżama!
  • Piżama? Do szkoły? – zdziwiła się Kowalska.
  • Chyba będzie piżama-party – z grubsza wyjaśnił Smyk.

Kowalska zajrzała do dziecięcej szuflady. Piżama. Hmmm. Dawno nie przybyła do Smykowej garderoby żadna piżama, a te co ma jakoś się przecież skurczyły, sprały czy co tam się z nimi jeszcze stało. Do spania w domowych warunkach nadają się jeszcze jak najbardziej. Dziur nie ma, strzępów też nie. Czy to takie istotne, że rękawy 3/4 a nogawki na wysokie wody? Ale na widok publiczny dziecka w czymś takim przecież nie wystawi.

Kilka dni później wpada Smyk do domu z bardzo przejętą miną.

  • Mamo? A może poćwiczymy rolę?
  • O, więc masz rolę? A jaką?
  • Nie za dużą, dwie linijki, ale ważną.
  • Ok, możemy poćwiczyć wieczorem.

Ale do czego ta rola? I na co? Tego Kowalska się nie dowiedziała. Raz, że w ferworze walki z codziennością (albo plackami na patelni) nie dopytała, a dwa, że Smyk, zakomunikował co ważne było jego zdaniem i nie spieszył się z rozszerzeniem tematu.

Rola miała być przećwiczona do 3 grudnia, zatem jakoś się obojgu też nie spieszyło z ćwiczeniami dwulinijkowego, ale ważnego tekstu.

W tzw “międzyczasie” Junior również zakomunikował zapotrzebowanie na wyjściową piżamę jako, że mieli zaplanowane nocowanie w szkole. Z okazji Andrzejek.

Kowalska zatem kilkukrotnie udała się na poszukiwanie piżam, nie znalazła jednak nic specjalnie interesującego. Zakupiła jednak mnóstwo innych bardzo przecież niezbędnych pierdół. No, ale trudno. Stało się.

Kilka dni później wpada do domu Smyk, a zadowolona Mama informuje go:

  • Mam dla Ciebie piżamkę!
  • Łiiiiii! – wyraziło entuzjazm Dziecko.
  • Przypomnij mi, kiedy te piżama-party? – zapytała Kowalska, nijak nie mogąc przywołać z pokładów pamięci jakiejś konkretnej daty.
  • Piżama-party? – zdziwił się Smyk – nie będzie nic takiego.

“Aha” – pomyślała Kowalska – “znaczy, że pomysł nie wypalił, trudno. A piżama się przyda”

  • Mamy dziś dużo czasu, więc możemy poćwiczyć rolę, jeśli chcesz – zaproponowała Mama czując ukłucie wyrzutów sumienia, że jakoś tak jakby zbagatelizowała coś, co może dla jej Syna było bardzo ważne.
  • Nie trzeba już – poinformował Chłopiec.
  • Już umiesz? – ucieszyła się Kowalska, czując jeszcze większe ukłucie sumienia.
  • Nie, miałem oddawać dzwonek Dzwoneczkowi, ale już nie będę.

“No, wyrodna Ty” – skarciła się w myślach Kowalska – “Dziecko się nie nauczyło, pewnie była próba i Pani mu rolę zabrała”

Przyjrzała się Smykowi uważnie. Nie wyglądał na smutnego, rozczarowanego czy cokolwiek z tych uczuć, które powinny w założeniu towarzyszyć dziecku, któremu odebrano rolę z powodu zaniedbań Matki.

Nastała cisza. Kowalska patrzy na Smyka uważnie, a Smyk na Kowalską pytająco.

W końcu Synek mówi:

  • Teraz będę Mikołajem. Będę siedział i milczał.
  • ???….???….??? …….. Aha – przetrawiła Mama.
  • Potrzebny mi chyba strój Mikołaja.
  • To w szkole jakiegoś nie mają? Znaczy trzeba kupić? Uszyć? Czy coś?
  • Nie wiem – powiedział Smyk i zniknął w swoim pokoju.
  • Zapytaj jutro Panią, ok? – krzyknęła jeszcze Kowalska i tyle w tym temacie.

Okazało się, że skombinowanie stroju Mikołaja należy do Rodzica, jeśli byłby tak uprzejmy oczywiście, ale w sumie to innego wyjścia nie ma.

Chodzi Kowalska po sklepach.

Brunon Mikołaj grudzień 2015

Czapka, broda – żaden problem, ale “kubrak”, to wyzwanie. Wszystko albo na mikro-niemowlaczki, albo tzw. rozmiar uniwersalny, czyli na zażywnego faceta. A Smyk nie jest jeszcze zażywnym facetem, z naciskiem na “zażywnym”, bo “facetem” już bywa czasem.

Nic, tylko kupić taki wielki i przerobić na mniejszy. Ale do wyboru dwie opcje: albo dość drogi, że szkoda pieniędzy (jak na jednorazowy występ i przeróbki bądź co bądź amatorskie) albo tak dalece byle jaki, że szkoda pieniędzy, bo taniej będzie kupić koc polarowy i z niego kubrak uszyć.

Wpadła jednak Kowalska na inny pomysł. Kupi czerwoną bluzę polarową, nieco większą, obszyje białym czymś przypominającym coś – to nie powinno przekroczyć krawieckich możliwości Kowalskiej.

Czerwony polar został zakupiony. Kowalska zabiera się za skracanie rękawów.

  • Chodź to Smyku, muszę przymierzyć.
  • A co robisz?
  • No płaszcz Mikołaja przecież.
  • A już nie jest potrzebny, bo Pani załatwiła, kiedy powiedziałem jej, że ciągle nie mam jeszcze ubrania. Nawet taki z puszkiem z przodu, wygląda jak prawdziwy strój Mikołaja.

Kowalska poczuła się źle. Biedne zaniedbane dziecko.

Oczywiście polar zawisł w szafie w stanie niezmienionym.

Poniedziałek. Dzwoni Kowalska do wychowawczyni i pyta, czy za ten załatwiony płaszczyk to trzeba coś zwrócić, czy on wypożyczony, czy jak. A wychowawczyni na to:

  • Oj nie. To jeden Tata nam pożyczył, ale to jest na dorosłego mężczyznę. Jak Smyka owiniemy tym kilka razy to nawet puszku nie widać i szczerze mówiąc wygląda zabawnie, więc jakby Pani jednak mogła skończyć ten swój płaszczyk, to może wyglądałoby to lepiej…”
  • Jasne, a na kiedy?
  • Najlepiej byłoby na jutro już, żebym zobaczyła co i jak, w którym lepiej.

Spojrzała Kowalska na zegarek. 19ta. A Kowalska jeszcze w  pracy. Bardzo fajnie, bardzo.

  • Na jutro nie ma szans – zakomunikowała, czując jednakowoż, że Nauczycielce niekoniecznie chodziło rzeczywiście o to, żeby Smyka widzieć w tym stroju na 3 dni przed przedstawieniem, ale raczej, wątpiąc w krawieckie umiejętności Mamy Smyka, chciała mieć czas, żeby coś “podratować” ewentualnie we własnym zakresie.
  • No dobrze – zgodziła się z pewnym wahaniem w głosie wychowawczyni.

Strój wyszedł całkiem do rzeczy 🙂

Brunon na przedstawieniu

A piżamy rzeczywiście były potrzebne do szkoły, ale nie na piżama-party, ale na przedstawienie. Był to strój obowiązujący dla pozostałych aktorów.

A tu Gwiazdce udzieliła się świąteczna atmosfera 🙂

Ada Mikołaj

Podziel się tym z innymi 🙂

Dodaj komentarz