Królestwo za drzemkę

little-peluche-1492765
Generalnie Kowalska, jako Matka Trójki, pracująca Matka Trójki, nie wyspała się porządnie od jakichś jedenastu lat. Jeśli policzyć końcówkę ciąży z Juniorem w brzuchu, można spokojnie dodać jeszcze rok. Nie, że jakieś komplikacje zaraz, ale Junior oczywiście zmuszał Kowalską do kilkukrotnego siusiania nocami, wtykał kończyny pod żebro, tudzież w najmniej odpowiednim momencie po prostu wiercił się niemiłosiernie. Kowalska nauczyła się pozyskiwać minimalną, niezbędną do przeżycia ilość snu, w każdym możliwym momencie. Czasem jednak jest tak, że od dłuższego czasu jedzie na rezerwie. Wtedy Kowalska kombinuje mocno, żeby jednak niezbędne minimum osiągnąć. Łapie jakieś pięciominutówki, czasem nawet w pracy między klientkami dosłownie kilka minut i czasem omal zawału nie dostanie, na dźwięk otwieranych drzwi od salonu. Kiedy takie kombinacje nie wystarczają, umawia klientki odrobinę później i po prostu odsypia o poranku, po wyprawieniu Dzieciaczków do placówek edukacyjnych.

Ale są takie momenty, że nijak się nie da. Najpierw Gwiazdka przyniosła jakąś żołądkówkę z przedszkola. I przecież nie można ozdabiać pawiami domu w ciągu dnia. Światło dzienne przecież odbiera urok chorobowym haftom. Trzeba koniecznie poświęcić na wspomnianą czynność kilka godzin nocnych. Ponieważ Gwiazdka jest zaszczepiona przechodzi grypę łagodnie. Kilka kolorowych pawi i następnego dnia, jak nowonarodzona. Chłopcy jednak zaszczepieni nie są, ponieważ Kowalska przegapiła odpowiedni moment, ale są na tyle podrośnięci, że też jakichś większych sensacji nie ma. A zatem kilka godzin z jednej nocy zabrała Gwiazdka, a kolejne dwie – również noce – Chłopaki, zapełniając miski i wiaderka naprzemiennie. Kowalską też wzięło, ale ponieważ rzeczona ogólnie jest wirusoodporna , infekcja objawia się jedynie wysoką gorączką. Ale żeby to Matka Trójki mogła sobie z tą gorączką zalegać i przespać dobę. Nie, mamo pić,mamo rzygać, mamo siku, mamo jeść, mamo lampion do szkoły z dyni trzeba wyciąć… I Kowalska wycinała ów lampion z dyni z gorączką powyżej 39, a co? – chciała to ma, trójkę odrobinę bezwzględnych, odrobinę nierozumiejących jeszcze wszystkiego, odrobinę chorych i zalegających w łóżkach, odrobinę jeszcze nieporadnych, dzieci.

Ale już po chorobach i Kowalska była pewna, że od poniedziałku wszyscy pójdą się edukować a ona, mając na 12 do pracy, pośpi trochę. Ale guzik z pętelką. Spotkała znajomą mamę znajomego przedszkolaka i dowiedziała się, że w przedszkolu ogólne zasmarkanie z zakichaniem. Przecież nie puści Kowalska Dziecka zaraz po chorobie prosto w kolejne siedlisko zakażeń. Zatem Gwiazdka została w domu. A Kowalska zamiast odespać kapkę cieszyła się, albo i nie, kilkoma godzinami razem z córką, póki Babcia Sofi nie przejęła warty.

Poszła Kowalska pozombiować do pracy. I tak tydzień cały. W weekend obowiązkowa impreza, z której nie szło się wykręcić, z racji tego, że to urodziny przyjaciółki były. Czyli znów zerowe szanse na odespanie. I kolejny tydzień się zaczął i… i pojawiła się szansa, dziś właśnie, na odespanie! Dzień wolny od pracy. Zawiozła Kowalska Gwiazdkę do Babci, bo gil się w niedzielę pojawił, więc z przedszkola nici jeszcze w tym tygodniu. Zrobiła błyskawiczne zakupy. Wróciła do domu… spać. A nie, nie można jeszcze spać. Obiad nie zrobiony i basenowe rzeczy Smyka nie przeprane. Wstawiła pralkę, wywiesiła, w międzyczasie obiad jakiś popełniła… Junior wraca po 15, Smyka trzeba odebrać też mniej więcej o tej porze, Gwiazdka ma dzień zaplanowany z Babcią, do odbioru po 17tej, można drzemkę zorganizować sobie. Umościła sobie Kowalska legowisko, położyła się. Jeden telefon, drugi, trzeci… Dobra, koniec. Śpimy. Znowu telefon. Numer nieznany. Pewnie jacyś naciągacze, ale odbiera Kowalska, niech im będzie, skoro jeszcze nie zasnęła.

  • Dzień dobry, jestem pielęgniarką szkolną. Pani jest mamą Smyka?
  • Taaak
  • Zdarzył się wypadek…

Kowalska zamarła.

Ludzie, kto tak zdanie zaczyna. Nic wielkiego się nie wydarzyło. Smyk z kolegą zderzyli się głowami, trochę krwi pociekło, nos już nawet nie boli, ale można już odebrać dziecko na wszelki wypadek.

Co z tego, że właściwie nic się nie stało, skoro po zdaniu ze słowem wypadek, Kowalska już widziała Smyka poranionego w drodze do szpitala. Z godzinę zajęło jej uspokojenie się. Odebrała Smyka i owszem wcześniej, nie pospała. Nakarmiła, zrobiła jeszcze dwa prania, ugotowała też coś na jutro, odebrała Gwiazdkę, odrobiła lekcje ze Smykiem, a teraz zamiast iść spać siedzi i post na bloga pisze, bo Gwiazdka pospała u Babci, kilka godzin-!- i teraz w najlepsze bawi się z kotkiem.

Podziel się tym z innymi 🙂

Dodaj komentarz