Niespodzianka

cat-1399577-1280x960

Niespodzianka

Po wnikliwych obserwacjach nowej domowniczki, Kowalska doszła do wniosku, że o kotach nie ma nawet bladego pojęcia. We wczesnym dzieciństwie była kociarą i owszem. Ale owo zamiłowanie dopadało kociaki wiejskie, które wyżyły się gdzieś na podwórku, a potem spokojnie pozwalały się głaskać, miziać, przekładać, ugniatać i maltretować… Ba, nawet spotkała takiego, który pozwalał się ubierać w sukienki i wozić w wózku. Owszem zadrapania się zdarzały, i to całkiem pokaźne, ale jakoś to na ogólną miłość do zwierząt, a w szczególności, do kotów, nie wpływało.

Był taki czas, kiedy Kowalska (jeszcze wtedy Nowakówna) nawet chciała zostać właścicielką miłego, mruczącego puchatka, ale Babcia Nutka skutecznie hamowała wszelkie zapędy. “Wchodzisz do domu, a tu szafki pootwierane, wszystko powywalane, nasr… gdzie popadnie… brrrr, nie, nie, nie…”

Kiedy Kowalska w wieku wczesnoszkolnym pomieszkiwała z Dziadkami (rodzicami Babci Nutki), kiedyś Babcia Kowalskiej przyniosła do domu kota. Zanim jednak Kowalska zdążyła się przyzywczaić i nacieszyć zwierzakiem, został odniesiony, tam gdzie go znaleziono, ponieważ okazał się być kotem organisty z pobliskiego kościoła.

I byłoby to na tyle przygód z kotami, gdyby nie fakt znalezienia małego burasa w okresie studiów numer jeden. Siedział taki mikrus w ogródku sąsiadów, miauczał pół wieczoru… No to Kowalska go przygarnęła. Dziki był. Schowała go Kowalska pod bluzę. Nawet noc tak przespali. Z tym, że koteł co jakiś czas głowę z bluzy wysuwał i syczał na Kowalską, na której brzuchu spędzał noc, po czym chował się z powrotem i zasypiał.

Zapowiadało się na poważną przyjaźń.

Po wizycie u weterynarza okazało się, że mikrus ma 3 tygodnie, że brzuszek mu trzeba masować, żeby się wypróżnił, że papu ma być lekkostrawne i rozdrobnione, że trzeba go spróbować zsocjalizować, że dziki rzeczywiście totalnie, że kompeltnie nic nie wie o życiu w domu i nawet z kuwety nie bardzo wie, jak korzystać. Ogarnęła Kowalska (jeszcze wtedy Nowakówna) wszystko, i brzuszek, i kuwetę, i rozdrobnione papu, i pobudki o nieludzkich porach i własne kocie zdanie na każdy temat. Do przyjaźni jednak nie doszło. Zdecydowanie nie udało się Kowalskiej zsocjalizować Świrusa, bo takie imię ostatecznie maluch dostał. Żyli obok siebie. Kowalska zabraniała robić w kwiatki za co koteł mścił się drapaniem i gryzienie. Za zbyt wiele zakazów obdarowywał Kowalską dymiącą kupą w pościeli.

 Kot przychodził na pieszczoty, kiedy go ochota nasza. Rzucał się z zębami na gości, którzy nadmiernie gestykulowali i nie było to takie zaczepne podgryzanie niestety. Ale Kowalska nie poddawała się. Normalnie jeszcze tylko kaktusów brakowało i już byłaby idealną kandydatką na starą pannę, co to już na wszystko się godzi. Bardzo skutecznie ten mały czort wyleczył Kowalską z wszelkiego kotolubstwa (nie, żeby zaraz jakąś krzywdę miała kotom wyrządzać) na kilkanście lat.

Wreszcie jeden znajomy, mający kilka szczęśliwych kotów, zaproponował Kowalskiej, że podaruje Świrusowi lepsze życie. Kowalska nijak z kotem, prócz poczucia obowiązku, nie zwiazana, zgodziła się po dłuższych pertraktacjach. Jeszcze przez jakiś czas odwiedzała Świrusa regularnie, odmienionego zupełnie, po socjalizacji z innymi kotami, wyszalanego, wybieganego… Ale stwierdziwszy, że odmieniony Świrus ma ją w jeszcze większym poważaniu, przestała jeździć.

Kot przeżył w szczęściu jeszcze kilkanaście lat.

A teraz Kowalska ma Posypkę. Wszyscy mają Posypkę. I coraz bardziej ją lubią i ona coraz bardziej ich lubi. Padł mit o tym, że koty chodzą bezgłośnie. Posypka gania po domu tupiąc przytym jak mały kucyk. Pojętna jest, więc do kuwety robi już od pierwszego wieczora. Wie, że nie wolno wchodzić na stół w kuchni, więc urząduje tam tylko pod nieuwagę domowników. Nie nauczyła się korzystać z drapaka. Znaczy drapak też jest w użytku, ale nie oszczędza też krzeseł, kanapy i wykładziny. Chodzi za Kowalską jak cień i obserwuje jej poczynania. Domaga się pieszczot i zabawy miaucząc niemal bezgłośnie. Wybredna zrobiła się co do żarcia. Na początku jadła wszystko, jak leci, a teraz poskubie trochę i domaga się inych frykasów. Wstaje o całkiem ludzkich porach, bo ciut przed szóstą, kiedy tak czy siak należałoby już wstać. Niestety nie wie co to weekend. Nie ma stałego miejsca nocnego odpoczynku, w zasadzie można powiedzieć, że śpi z tym, kto akurat potrzebuje jej towarzystwa. W dzień głównie przebywa w wannie lub zlewie, pustym oczywiście. Nie domyśliła się jeszcze Kowalska, co tak Posypkę w sanitariatach kręci…

I zdecydowanie ma bardzo uspokajające działanie. Odkąd jest w domu, wszyscy jakoś mniej się denerwują, a Kowalska wręcz postrzega siebie jako oazę spokoju.

Niespodzianką natomiast jest reakcja dzieci. Mimo, że kotka posiada pazury, z których korzysta, mimo, że podczas zabawy, gdy się zapomni jest mało delikatna, jakoś nikogo do siebie nie zraziła. Smyk wręcz bardzo chętnie, by ją sobie zawłaszczył, bo zawsze marzył o kotku (nie bardzo mając pojęcie z czym to się je). A Gwiazdka bawiąc się wieczorem z Kotką stwierdziła: “Baldzo ją lubię, ale nie do jedzenia, chocias jest baldzo słodziutka”. A Kowalski przyłapał raz Kowalską raz, gdy sepleniła do kotka: “Cio tak spoglądasz, urwisie ty. No co, malutki, słodziutki, milutki… moje kociątko kochane, no co…” Żenada :/ oczywiście zostać przyłapaną to żenada, nie przemawiać mile do zwierzątka.

Podziel się tym z innymi 🙂

Dodaj komentarz