Takie dni

Są  takie dni, kiedy masz mnóstwo energii, kiedy wszystko idzie dokładnie tak jak sobie zaplanujesz i to wprawia Cię w znakomity  nastrój i nawet nie spodziewasz się, że kolejny  tydzień będzie do bani. I że już we wtorek przejdzie Ci ochota do działania a jedyne na co masz ochotę to chodzić za ludźmi i zrzędzić, zrzędzić i marudzić.

Wszystko zaczęło się od tego, że Kowalska w trosce o swoje uzębienie poszła do dentysty. Znanego, dobrego, nie pierwszy raz. Dentysta nadłubał tak w szczęce, że czwarty dzień Kowalska nic porządnie pogryźć nie może, wyszorować paszczy nie może, napić się zimnego bez tupania nogami i dziwnych grymasów twarzy też nie może. Wszystkiego się odechciewa kiedy w szczęce kilka dni z rzędu taka przeczulica.

Kolejna sprawa. Posypka zbzikowała. Wyprowadziła się z łóżka Kowalskiej i do późnych godzin nocnych i od wczesnych porannych bawi się. Znaczy hałasuje. Kowalska zatem nienajedzona i niewyspana jest.

Powód czwarty – a takie tam comiesięczne póki co…

Kolejna sprawa. Panie Przedszkolanki uznały, że nie radzą sobie zupełnie z Gwiazdką i postanowiły ją wysłać do poradni pedagogiczno – psychologicznej posłać. Pretekst: brak subordynacji oraz – i tu uwaga- czterolatka nie liczy do dwudziestu pięciu, jak inne dzieci w grupie. Oczywiście naściemniały (bo inaczej się tego nie da ująć), że robiąca badania przesiewowe psycholog zasugerowała  pogłębioną diagnozę.

Poszła więc karnie Kowalska złożyć wniosek o badanie. Jako powód podaje, no raz że niesubordynacja w przedszkolu a dwa, że dziecko ma braki w wiedzy, bo nie liczy do 25ciu. I tu spotyka się ze zdziwionym wzrokiem sekretarki.

Pierwsza wizyta. Dwie godziny. Wywiad. A ciąża jaka? A poród jaki? A choroby jakie? A sposób karmienia jaki? A pierwsze słowa kiedy? A pierwsze zdanie kiedy? A raczkowanie było? A chodzenie kiedy? W normie, w normie, o czasie, o czasie, książkowo, książkowo, standardowo i tak dalej. Trzydzieści minut.

A teraz proszę poczekać na korytarzu. Siedzi Kowalska na korytarzu, oczywiście drzwi dźwiękoszczelne i wcale nie słychać całego przebiegu badania.  I słyszy Kowalska, że to dobrze, to świetnie, to fantastycznie, a to ojej.

No dobra, Gwiazdka może i nie mówi najlepiej, miesza formy gramatyczne, ale dla jej wieku to nadal jest w normie. Rozumienie długich poleceń? Kowalska zna i dorosłych co po pięciu słowach się wyłączają i nie są w stanie całości przyswoić. Zatem pytanie: Co zrobimy najpierw? Czy umyjemy jabłka czy zjemy jabłka, Gwiazdka odpowiada : zjemy jabłka.

– Ale popatrz na obrazki? Co trzeba zrobić najpierw? Umyć jabłka czy zjeść jabłka.

– Umyć.

Kolejne obrazki. Co zrobimy najpierw: upieczemy babeczki czy zjemy babeczki

– Zjemy babeczki.

Wniosek: dziecko nie rozumie ciągów logicznych i następstw (czy czego tam)

To nie jest tak, że Gwiazdka nie rozumie jakichś tam następstw. Gwiazdka jest bystra i zapytana: co zrobimy najpierw? Traktuje to jako propozycję. Ona uwielbia jabłka i babeczki, więc najpierw chce zjeść jabłka i babeczki a potem mogą razem z Panią Pedagog myć i piec co jej się żywnie podoba. Wystarczy inaczej sformułować pytanie i  Gwiazdka odpowiada „według klucza”.

Kolejne spotkanie. Tym razem Pani Psycholog.

– Dzień Dobry Gwiazdko. Nazywam się xxxx (przy czym pada nazwisko, na którym i dorosły język by połamał) i jestem psychologiem. Psycholog to taka osoba, która rozmawia z dziećmi. Mam tu taki piórniczek z magicznymi ołówkami, które działają tylko wtedy, gdy dzieci je trzymają. A teraz powiedz Gwiazdko, czy chcesz zostać tu ze mną, porysować, układać klocki i czytać książeczki a mama może pójdzie na korytarz i posiedzi a Ty możesz mamie nawet krzesło wybrać, na którym mama na Ciebie poczeka. Ja wiem, że trudno tak zostać samej, bez mamy, u kogoś kogo nie znasz. Ale jeśli będziesz chciała się do mamy przytulić to ona będzie tam na korytarzu i będzie na Ciebie czekać.

Wszystko wypowiedziane w jednym ciągu. Kowalska zastanawiała się w trakcie, czemu Kobieta nie sprawdza ile z tego co powiedziała trafiło do czterolatki, ile zrozumiała? Ale może Pani Psycholog ma długi staż i jest już tak długi, że patrząc tylko na dziecko wie ile zarejestrowało. W każdym razie Kowalska siedziała obok zagubiona nieco, ponieważ sama w międzyczasie straciła wątek i nie wiedziała, czy już ma wychodzić, czy czekać aż Gwiazdka wyrazi zgodę, a następnie dokona wyboru krzesła, na którym Matka ma oczekiwać.

Okazało się, że wszystko tylko proforma i Kowalska została wyproszona z gabinetu razem z kurtką.

I kolejne dźwiękoszczelne drzwi.

– Czy pozwolisz, że dam Ci kredki i ołówki z mojego magicznego piórnika, w którym mieszka moja przyjaciółka Malwina, która nosi okulary. Zupełnie tak jak ja. Gdyby nie miała okularów to by niczego nie widziała. To teraz, proszę masz tu magiczne ołówki, a moja przyjaciółka Malwina będzie przyglądała się co robisz, a Ty w tym czasie namalujesz jakąś osobę?

Co te testy mają na celu ogłupienie przeciwnika i zrobieniu z nim co się chce? Przecież przy lekkim nawet rozproszeniu można zgubić wątek! I jak tu po takich okrągłych wielozdaniach kierowanych do czterolatki (z września, nie ze stycznia) potem mieć zaufanie do wystawionej opinii?

A najgorzej, że siedzi Kowalska drugą godzinę w tym korytarzyku, zimnym, w kurtce, na twardym krześle, pierwszy dzień cyklu, za oknem leje, spać się chce, bez kawy, jeść się chce, a tam za drzwiami takie pierdoły posuwają.

waiting-room-1227426-639x1007

Podziel się tym z innymi 🙂

Dodaj komentarz