Co ten koteł?

Postanowione zostało, że kiedy wreszcie remont w nowym domu się skończy, Kowalscy adoptują pieska (suczkę dokładnie). Oczywiście piesek ma być do domu, do kochania a nie do budy, na łańcuch czy do kojca.

Od kilku tygodni Kowalska zatem, jeszcze z czystej ciekawości, wertuje strony z psiakami potrzebującymi domu. Sporo takich sympatycznych mieszańców znalazła, ale oczywiście zaraz każdy taki pojechał do nowego domu. Przyszła właścicielka czworonoga nie przejęła się zbytnio, bo skoro poszły pod inny dach, widocznie nie były jej pisane. Życząc więc czworonogom wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia dalej poszukiwała. No bo przecież nie na teraz ten piesek, bo teraz nie mają Kowalscy miejsca. Chyba, żeby pozbyć się żółwia albo rybek… ale tak się nie robi. Chociaż żółw kusi,  oj kusi. Ale o tym innym razem.

Zatem postanowione. Po przeprowadzce – piesek.

Jest jednak takie powiedzenie, tu zastosowane na wyrost, ale mimowolnie się nasunęło.
Jeśli chcesz rozśmieszyć los, zdradź mu swoje plany. Bardzo adekwatne do zaistniałej sytuacji.
Wraca Kowalska od znajomych po zmierzchu z dwójką mniejszego potomstwa, wsadziła dzieci do samochodu, sama też planuje wsiąść jak najszybciej (zimno), a tu jakaś mała puchata kulka wącha przedni zderzak. Kowalska przesunęła zwierzątko na bok a ten jak na sprężynie natychmiast wrócił na swoje miejsce. I tak kilka razy. Kowalska zmarzła już a kulka, która okazała się kotem, nie poddała się. W końcu Mama postanowiła wziąć kota na ręce i przenieść go na odległość pozwalająca odjechać. Ale kot miał inne plany. Gdy tylko poczuł ciepło włączył wielce przekonujący “burczek” i Kowalska zmiękła. Wsadziła kota za pazuchę i odjechała. Zawrotną prędkością 30 na godzinę leciała w kierunku domu. Z włączonym awaryjnym co by samochody inne nie trąbiły.

Jasne, że Kowalska założyła, że kot może mieć właściciela, szczególnie że nie wykazywał żadnych objawów dzikości, ale założyła też, że jeśli komuś będzie zależało ogłosi zaginięcie w sieci. Nic takiego się nie zdarzyło a zatem kot, który okazał się dziewczynką, został oficjalnym członkiem rodziny.

I tak zamiast suczki jest koteczka.

Kowalska nawet myślała, żeby w zaistniałej sytuacji nadać kocicy imię Ironia (losu w domyśle), ale dzieci stwierdziły, że skoro jest czarna z kropkami rudego, nazwą ją Posypka. “Bo jest taka słodziutka”. I tu się Kowalska, nie – fanka kotów, musi się zgodzić. Ma ta mała puchata kulka swój urok.

I w dodatku ponoć koty kładą się na najbardziej chorych miejscach…  Kowalska nie mogła od nadmiaru myśli spać. Pierwszą noc kotka spała na głowie Kowalskiej i to była pierwsza od bardzo dawna spokojnie przespana noc.

IMG_1461bl

Podziel się tym z innymi 🙂

1 komentarz do “Co ten koteł?

  1. Też mam kotełka i faktycznie cud miód ultramaryna 🙂 oprócz kotka jest też piesek, który odkąd kotełek zamieszkał pod wspólnym dachem, jakoś przestał ten dach traktować, jako wspólny i woli czas spędzać na świeżym powietrzu (a deszcz zacina ostatnio, że hej)

Dodaj komentarz